TATRZAŃSKIMI SZLAKAMI… Sonet XXI

TATRZAŃSKIMI SZLAKAMI…
Sonet XXI

Gdy zapachem jagód,wrzosów witasz brzask…
Gdy ptaków niemiłosierny słyszysz wrzask…
Gdy zapach świerków rządzi Twoimi zmysłami,
Gdy słyszysz szum pszczół -idziesz dolinami…

Gdy słyszysz szumy traw wiatrem niesione…
Gdy porosty świecą jakby pozłocone…
Gdy wilgoć obłoków omywa Twą twarz…
Jesteś wysoko-regle pod stopami masz…

Gdy widzisz orła i błysk w jego oku…
Gdy obłoki płyną na tle potoku…
Gdy widzisz nad sobą tylko chabry nieba-

Jesteś na szczycie-wyżej już nie trzeba…
Nie można już bliżej nieba…Chyba,że…
Jestem z Tobą…Nieważne wtedy gdzie…

Czesław

ab189054aeduchgororygram1-505x630

MAGIA MORSKIEGO OKA…

 

MAGIA MORSKIEGO OKA…

Tym,którzy choć raz w głębinach  Morskiego Oka  wzrok zanurzyli…

Gór ślad w pamięci zatopiony,
Niczym Mięguszowieckie w Morskim Oku,
Pod powiekami zadumy schowany
Błyszczy jak brylant z Rybiego Potoku…

Dziewięćsił,pajęczyną mocno oplątany
Świeci , jak słońce w barwnej aureoli,
Gdy w porannej rosy perłach  skąpany-
Mieni się wszystkimi tęczy kolorami …

Pójdźmy mozolnie ponad Morskie Oko
Ścieżyną w poprzek Miedzianego stoku-
Tam,gdzie okiem więcej ogarnąć można
Cudów,które się chciało stworzyć Bogu…

Ostatnia kosodrzewina,która zapomniała,
Że dla niej to już za wysoko-
Wskazuje drogę nam ku szczytom ,
Na pożegnanie szum roztacza wokół…

Głazy spowite porostów złotem,
Drzemiące w Dolinie za Mnichem,
Dają oparcie naszym stopom
W drodze na szczyty…Nasze szczyty…

Na Szpiglasowy?…Może na Cubrynę ?
Może do Chałubińskiego Wrót…?

A Mnich to wszystko błogosławi,
Cieniem na Czarny Staw rzucanym,
Gdy słońce mozolnie dopełnia dnia…

Tylko tu można być niezmienności pewnym…

 

Telbar

 

TATRZAŃSKIM I SZLAKAMI…

TATRZAŃSKIM I SZLAKAMI…

Welonem nocnych mgieł pokryte Tatry,
Zmorzone o słonecznym poranku snem-
Ze świtem ożywają światłem,cieniem…
Wraz z poranną rosą wchłaniają mnie…

Przywołują mnie swoim majestatem,
Obiecują mnóstwo niezbywalnych chwil…
Stoki witają limbami,smrekami…
Szczytom-wiatrem podszyta czapka z chmur…

Wracam,gdy po stokach płyną zmierzchłe mgły-
Jesienią bywają często takie dni…
Patrząc z dolin ku szczytom-znów tęskno mi…

Gdy naprawdę kochasz-to serce nawet
Wyczerpane koncert zmęczeniem swym gra…
Po zejściu z gór nigdy nie szkoda dnia…

Czesław

38b17b1a2f19ec7b4020108e83f4e87314190feniks

JESTEŚ…

P7267515tatrywodmałe.JPG

 

JESTEŚ …

Jesteś górskim strumykiem
Cicho szemrzącym o świcie…
Poranną rosą schodzącą
Na pajęczyny…na liście…
Wspólnym kochanków oddechem
I rozkoszy górskim echem…

Idziemy razem przed siebie,
Dłoń moja Twoją zaciska…
Usta me Twoich szukają
Dotykam Twe ciało z bliska…

Twoja czerwona sukienka
Piękna …jak płatki róż cienka
Już spadła,u  stóp Twych leży
Razem z kwiecistym wiankiem…

Zanurzam się w Tobie powoli…
Jestem lawy strumieniem
W Twego ciała głębinie…
Szeptem mówię do Ciebie-

Jesteś moim pragnieniem…

Czesław

k,NDE5ODMyNzIsNTcyMDAx,f,Obraz_049[2].jpg

TATRZAŃSKIE REMINISCENCJE…

TATRZAŃSKIE REMINISCENCJE…

Tym, którzy Tatry kochają…
Mam w pamięci taki zakopiański obraz utkwiony…:
Nosal, wiszący nad Kuźnicami kilkudziesięciometrowymi pionowymi ścianami skalnymi, patrzącymi ku zachodowi-pooranymi licznymi mniejszymi, większymi szczelinami… bruzdami… załomkami…
Wysoko nad przepaścią-dawno, dawno temu-w tej pionowej ścianie nasionko kosodrzewiny figlarny wiatr umieścił, o piękno naszych Tatr zatroskany…I wyrósł krzew , korzeniami wgryzający się w skałę, w każdą najmniejszą nawet szczelinkę -w walce o pokarm i przetrwanie,  a na zewnątrz- z roku na rok większy -piękny pióropusz zielonych igieł do powywijanego pnia przyczepiony, z gałązkami skierowanymi do nieba- nad wielką przepaścią wiszący samotnie…
Falujący, muskany delikatnym wiaterkiem w pogodne dni…
Łapczywie chwytający krople wody, gdy niebo deszczem płacze…
Szarpany silnie halnym, pod jego naporem uginający się – aby przetrwać…
Wszystko to – ciągle na przemian- wczoraj… dziś … teraz… jutro… nocą i za dnia białego- w każdej chwili istnienia…
Bez pewności, co będzie jutro…I czy będzie jutro…
Jak u ludzi…
A jednak warto tak zaistnieć – choćby na chwilę… na rok… na dwa… a może na dłużej ???
Może na zawsze ???

Telbar

WYZNANIE…

WYZNANIE…

Ja tych wierszy nie piszę…
One drzemią we mnie,
Uśpione dniem powszednim
I niemożliwością…
Wędrują niestrudzenie
Miesiącami…
Latami…
Po zakamarkach mojej wyobraźni…

Czekają -
Na chwilę…
Na błysk w oku…
Na zawrót głowy…

I budzą się poplątane,
Gdy dociera do nich
Zapach świerków…
Szum potoków…
Grzmot wodospadów…
Szept skał muskanych
Podmuchami wiatru…
Błysk świateł,zanurzonych
W kroplach porannej rosy:
Na stokach…
U podnóża gór…
Na szczytach…

I  gdy  serce  przepełnia  szczęście…

Ja tylko znam litery…
I ustawiam je w porządku,
Zgodnie z rytmem serca…

Na kartach zapamiętania…

Telbar

OPOWIADANIE O PISANIU…

OPOWIADANIE O PISANIU…

„Poetą się nie jest,poetą się bywa…”
Najczęściej mi się to przytrafia w górach…
W górach mi najbliżej do mojej Duszy-
Tam serce pisze to,o czym Dusza śpiewa…

Lubię czasem pójść w góry sam…
Mam wtedy czas na rozmyślania…
Na wędrowanie ponad czasem…
Na pomijanie czasoprzestrzeni…
Mam wtedy czas na pisanie sercem-
Swoich wspomnień…
Swoich marzeń…
Swoich bajek…
Swoich  mitów…
Swoich legend…
Wiele wierszy napisałem całkowicie „w głowie”
Będąc tam ,wysoko -w moich ukochanych górach…

Kiedyś,będąc sam w takich trudnych górach ,
Zaplątany w odludne zakamarki,
Trochę zagubiony między niebem a ziemią
Ja-mały pył nieistotny dla gór majestatu,
Przyklejony do przepastnych stoków
W tym magicznym  świecie górskich niezwykłości,
Łapiący ostatnie promienie zachodzącego słońca,
Trochę przestraszony zapadającym mrokiem
I pogarszającą się pogodą…
Zakochany „po uszy” jednocześnie
We wspaniałej kobiecie i górach ,
Marzący o szczęśliwym powrocie
Do Niej i do domu-
Sercem pisałem tak…:

Czasem  sam chodzę w góry …
Ale tak naprawdę –
Tam nigdy nie jestem sam…

Tam jestem z górami…
Marzeniami…
Wspomnieniami…

Tam jest niewypowiedziane piękno…

Chociaż-
Czasem…
Nagle…
Niespodzianie…

Straszny wicher zadmie:
Marzenia rozrzuci,
Krtań mocno zaciśnie,
Łzę z oka utoczy,
Na twarzy rozmaże,
Do ziemi przydusi…

Lecz  góry i wspomnienia  zostają…

Na zawsze…

Ten, rodzący się w głowie mej wiersz ,
Był liną asekuracyjną,splecioną z marzeń -
Niczym nić Ariadny…
No i jestem…

Ten wiersz to naprawdę ja i moja Dusza,
Która momentami siedziała na ramieniu…
Zapisałem go dopiero w domu-
Na kartach zapamiętania …
A obraz tej właśnie wyprawy
Mam w sercu wyryty chyba najgłębiej…

Góry nie mają litości dla niepokornych,bezmyślnych,głupich…
Im wybitniejszy taternik,alpinista,himalaista-
Tym bardziej pokorny dla gór majestatu…

Telbar

MAGIA MORSKIEGO OKA…

MAGIA MORSKIEGO OKA…

Tym,którzy choć raz w głębinach  Morskiego Oka  wzrok zanurzyli…

Gór ślad w pamięci zatopiony,
Niczym Mięguszowieckie w Morskim Oku,
Pod powiekami zadumy schowany
Błyszczy jak brylant z Rybiego Potoku…

Dziewięćsił,pajęczyną mocno oplątany
Świeci , jak słońce w barwnej aureoli,
Gdy w porannej rosy perłach  skąpany-
Mieni się wszystkimi tęczy kolorami …

Pójdźmy mozolnie ponad Morskie Oko
Ścieżyną w poprzek Miedzianego stoku-
Tam,gdzie okiem więcej ogarnąć można
Cudów,które się chciało stworzyć Bogu…

Ostatnia kosodrzewina,która zapomniała,
Że dla niej to już za wysoko-
Wskazuje drogę nam ku szczytom ,
Na pożegnanie szum roztacza wokół…

Głazy spowite porostów złotem,
Drzemiące w Dolinie za Mnichem,
Dają oparcie naszym stopom
W drodze na szczyty…Nasze szczyty…

Na Szpiglasowy?…Może na Cubrynę ?
Może do Chałubińskiego Wrót…?

A Mnich to wszystko błogosławi,
Cieniem na Czarny Staw rzucanym,
Gdy słońce mozolnie dopełnia dnia…

Tylko tu można być niezmienności pewnym…

Telbar

W MILCZENIU PRZEGLĄDAM…

W MILCZENIU PRZEGLĄDAM…
Sonet XXVII

W życiu,tak jak w górach często bywa-
Szlak znaczony trudem,bólem,pasmem łez…
Piękna promień za zakrętem się ukrywa,
A czasem zło skryte w cieniu dobra jest…

Milcząc przeglądam mego życia karty-
I te,których ślad prawie już zatarty
I te ostatnie – pachnące czułością,
Pełne uniesień i tchnące miłością…

Mimo ,że bardzo cenię sobie wolność-
Szerokim łukiem omijam samotność…
Bo ciągle tęsknię-tęsknię za miłością…

Pytanie więc między myślami się wiło :
Czy słońce będzie tak cudnie świeciło ,
A niebo szczęścia perły znów roniło…

Telbar

PĄK BIAŁEJ RÓŻY…

PĄK BIAŁEJ RÓŻY…

Gdybym był słaby,gdybym nie był sobą,
Powinienem dać Ci …Pąk Białej Róży…
Pożegnać Cię i pójść w inną drogę,
Zabierając ze sobą wielką gorycz chwili…
Zostać na zawsze z garścią swoich marzeń
I schować je głęboko,jak można najgłębiej…
Ale ja jestem wielkim marzycielem,
Który chce nie znać słowa :niemożliwe-
Stworzę ze swych marzeń wehikuł czasu…

Wsiądę do niego któregoś poranka
I ulecę w miniony czas . . .
może kilkanaście lat….
Tak odmieniony zajadę pod Twój dom-
Dam  Ci  Dwanaście  Czerwonych  Róż….
I zaproszę Cię-obok mnie,siądź….
I już na zawsze . . .

Razem ze mną…

B Ą D Ź . . .


I zabiorę Cię w odległe,gęste mgły ,
Które za nami zatrą wszelki ślad…
Cofniemy się razem kilkanaście lat ,
Zapomnimy,że był inny, gorszy świat ,
Wytrzemy z pamięci całe podłe zło…

Wezmę Cię za rękę i poprowadzę
Przez kwitnące łąki,strumyki,lasy-
Przed Wielki Ołtarz Natury…
w G Ó R Y. . .
Tam wyszepczę Ci czule
KOCHAM . . .
CHCĘ . . .

PŁONĘ . . .

TAM zakwitniesz na nowo
Piękną Magnolią Różową …
A ja się zmienię w rój barwnych motyli,
Który starannie Twe kwiaty zapyli,
Aby Magnolie przetrwały . . .


NA  ZAWSZE . . .

Telbar

A to jeden z prawdziwych ołtarzy-z wodnymi piszczałkami organów pośrodku…


WYZNANIE…

WYZNANIE…

Ja tych wierszy nie piszę…
One drzemią we mnie,
Uśpione dniem powszednim
I niemożliwością…
Wędrują niestrudzenie
Miesiącami…
Latami…
Po zakamarkach mojej wyobraźni…

Czekają -
Na chwilę…
Na błysk w oku…
Na zawrót głowy…

I budzą się poplątane,
Gdy dociera do nich
Zapach świerków…
Szum potoków…
Grzmot wodospadów…
Szept skał muskanych
Podmuchami wiatru…
Błysk świateł,zanurzonych
W kroplach porannej rosy:
Na stokach…
U podnóża gór…
Na szczytach…

I  gdy  serce  przepełnia  szczęście…

Ja tylko znam litery…
I ustawiam je w porządku,
Zgodnie z rytmem serca…

Na kartach zapamiętania…

Telbar

CÓŻ CI DAĆ MOGĘ…

Cóż Ci dać mogę moja piękna Pani ?
Ja -zwykły człowiek ślepo zasłuchany
W rytm swego serca mocniej bijącego,
Gdy z oddali słyszy kroki Twojej Duszy
Stąpającej po chmurach. . .
po łąkach . . .
po górach . . .

Może choć tę eskapadę w góry  . . .?

Mój obraz  „Duch Gór”
Ten najdalszy najwyższy szczyt to Gerlach

M A G I A     T A T R . . .

Byłem w teatrze przedziwnym,
A był tak wielki,że za kurtyny-
Służyły mu świerki…
Ogromne…
Za scenografię zaś-skaliste mury,
Tak wysokie,
Że zawadzały o chmury…
Puszyste…

Wreszcie spektakl się zaczął-
Kurtyny ożyły…
I  nagle  tak  się  rozstąpiły-
Jakoś  dziwnie :
Do  góry,
Do dołu,
Na  boki ,
Do  przodu…
I pojawiły się kamienne schody…
Do nieba …

Otoczyły nas świerki  dokoła -
A spośród nich jakiś głos nas woła :
Chodźcie ,zagrajcie ,bo nieobsadzone
Jeszcze główne role …
Spoza kurtyn świerkowych wychyliło się
Wiele kwiatów kolorowych-
Wśród  łanów  kosodrzewiny  i  trawy …
A nad nimi stały przeogromne skały ,
Które w przedziwnych pozach skamieniały :
Młynarza …
Gerlacha…
Łomnicy …

Patrzymy zachwyceni na odległe turnie ,
Trzymające swe głowy
W białych  chmurach  dumnie…
Niewzruszone…

I stała się rzecz dziwna niesłychanie :
Bo te góry,
Gdy tak patrzyliśmy na nie-
Ruszyły w naszą stronę…
I z każdą chwilą były coraz bliżej ,
A jednocześnie :
Szerzej…
Nad nami …
Pod nami …
Dokoła …
Wyżej…

I tylko dziwne było,
Że za to podziwianie-
Jedyną  zapłatą  było
Nasze  zasapanie…
I rzęsisty deszcz potu
Na trawy…
I skały…
I głazy …

I nadszedł koniec …
Gdzieś za górami-
Słońce pobladło …
Tylko w oddali widać było
Kolorowe światła :
Nowej Leśnej ,
Smokowca,
Popradu…
A nad nimi :pomarańczowy księżyc,
Jak kolorowy lampion…
Z cieniutkiej bibułki …

Jak w krainie baśni…

NIEJEDEN
W  GÓRACH
Odnalazł  swą  DROGĘ…

Telbar

SONET O GÓRACH -ŻYCZLIWOŚCI KRAINIE…

SONET  O  GÓRACH – ŻYCZLIWOŚCI KRAINIE…

Kocham góry i ludzi,którzy kochają góry…
I kolorowe nieprzewidywalne chmury…
Bo tam wysoko docierają tylko ludzie,
Którzy widzą sens w życzliwości ułudzie…

Świat życzliwych to kraina bytu takiego,
Gdzie ból jednego w żal wpędza drugiego…
Gdzie sukces bliźniego w zachwyt ich wprowadzi
I życzyć mu następnych wcale nie zawadzi…

Gdzie choroba drugiego niezwykle go smuci,
A za zdrowie chorego puchar jeden, drugi
Wychyli i wesołą piosenkę zanuci…

Tam wysoko na szlaku czy w srogiej ścianie-
Każdy na widok nieznajomego powie : cześć-
I promienny uśmiech pośle na powitanie…

Telbar

TATRY-MOJA MIŁOŚĆ…Sonet XX

TATRY-MOJA MIŁOŚĆ…

Sonet XX

Welonem nocnych mgieł pokryte Tatry,
Zmorzone o słonecznym poranku snem-
Ze świtem ożywają światłem,cieniem…
Wraz z poranną rosą wchłaniają mnie…

Przywołują mnie swoim majestatem,
Obiecują mnóstwo niezbywalnych chwil…
Stoki witają limbami,smrekami…
Szczytom-wiatrem podszyta czapka z chmur…

Wracam,gdy po stokach płyną zmierzchłe mgły-
Jesienią bywają często takie dni…
Patrząc z dolin ku szczytom-znów tęskno mi…

Gdy naprawdę kochasz-to serce nawet
Wyczerpane koncert zmęczeniem swym gra…
Po zejściu z gór nigdy nie szkoda dnia…

Telbar

MOJA WIELKA MIŁOŚĆ…

MOJA WIELKA MIŁOŚĆ…

Chodzę w góry ,bo to moja wielka miłość-
Na zawsze-wierna…odwzajemniona…niezmienna…
Bo tam mi się nigdy nic złego nie stało-
Chociaż wiele razy szkołę życia dostałem -
Dla zwiększenia szacunku dla ich majestatu…
To właśnie ukochane góry sprawiły,
Że litery zaczęły tworzyć tak zawiłe
Wierszowane obrazy, malowane słowami-
Jak góry- głazami…trawami…skałami…
W takiej ,jak chociażby wyżej kolejności…
Na cierpliwych kartach zapamiętania…

Telbar