MIŁOŚĆ PONAD MORSKIM OKIEM( Erotyk)

Morskieokokazalnphmax.jpg

 

MIŁOŚĆ PONAD MORSKIM OKIEM (Erotyk)…

Zostało za nami w dole Morskie Oko,
Czarny Staw nad nim też leniwie drzemie…
My zielonym szlakiem na Przełęcz Pod Chłopkiem
Nad Kazalnicą , jej  przepaściami -idziemy…

Dyszymy coraz wyżej,klucząc zakosami,
A w głowach jedno wielkie marzenie mamy-
Żeby tu,tak wysoko ,na skraju gór i nieba
Kochać się szalenie…aż do utraty tchnienia…

Docieramy do skalnej półki,przytuleni…
Całując Cię szepczę:tu…a Ty cicho :teraz…
Kładę Cię na tym Górskim Ołtarzu Miłości…
Nad nami niebo ,a w dole Morskie Oko…

Za poduszeczkę służy kępka traw ostatnich,
Której źdźbła z Twymi włosami się plączą…
Słońce zza Twej głowy po ogromnych skałach
Złotymi promykami w głąb doliny zbiega…
Dyskretnie jednak obłokiem przesłoniło oko…

Prawym kolanem Czarny Staw przesłaniasz,
Lewą stopą ,jakby,w Morskim Oku pluszczesz…
Przymykasz trochę oczy…na dalszy ciąg czekasz…
Twa sukienka czerwona zsuwa się po udach…
Pomagam jej odsłonić miłości tajemnice…
Całuję Twe kolana,wspinam się powoli,
Tu i ówdzie wstrzymując podróż do rozkoszy…
Twoje piersi o dotyk  naprężeniem proszą…
Falują coraz bardziej ,muśnięte wargami…
Namiętne Twoje usta smak rozkoszy mają…

Jestem w Tobie…Oczy ślą uśmiech promienny,
Wspólnie unosimy się,nie spiesząc się zbytnio…
Każdy kolejny ruch zbliża nas do spełnienia…
Dużymi ,to małymi kroczkami zdążamy
Do pełni rozkoszy…do w niej zatracenia…
Niebo coraz bliżej,my w białych obłokach…
Pod nami Tatry,jeszcze piękniejsze-tak  z góry…
Spleceni w jedną całość,nic już nie widzimy,
Czujemy tylko siebie w tym rytmie szalonym…

Napinasz się jak struna…nieruchomiejesz…
Swoje ramiona na moich plecach zaciskasz…
Jęk rozkoszy spływa po skałach w dolinę…
Opadam na Ciebie bezwładny…spełniony…
Po chwili szepczę :KOCHAM…
Odpowiadasz:KOCHAM…

Mały obłoczek słońca odsłonił promienie,
Które poniosły nasze spełnienia westchnienia
Daleko,w Dolinę Rybiego Potoku…
Dotknięty mały kamyk moją bosą stopą
Potoczył się po Mięguszowieckiego stoku
W dół,zabierając ze sobą
Naszego kochania tajemnicę…
Niecnota wszystko widział,
Dobrze wszystko słyszał…
Ale jak to kamyk-nikomu nie powtórzy…

Dotrzyma tajemnicy…

Gabriel

PIĘKNĄ ZIMĄ O SŁOŃCA WSCHODZIE…

PIĘKNĄ  ZIMĄ O SŁOŃCA WSCHODZIE…

Piękną zimą o słońca wschodzie
Szedłem ze swoim czworonogiem,
W puszystym śniegu brodzącym-
Powszedniości poranka skrajem…
Idąc powoli w zamyśleniu-
Oczyma mojej wyobraźni
Cicho  uciekłem w nieznane…
I już po niezbyt długiej chwili
Całkiem inne obrazy miałem ,
Gdy do wizji oczu
Ślad Duszy dodałem…

Widziałem drzewa szadzią ustrojone,
Jakby na jakiś bal były zaproszone…
Widziałem rozsypane tęcz tysiące ,
W  głębokim puchu śniegu skrzące…
Widziałem na połaciach śniegu
Słońca promieniami złocenia,
Przemieszane z turkusami…
Z fioletami w cieniach…
Widziałem długą szyję
Łabędzia białego,
Szukającego skrawka wody
Lodem nie skutego…
Widziałem piękne obłoki
Płynące po niebie,
Ciągnące po ziemi
Błękitne sanie cieni…
Widziałem piękno natury
Niewysłowione…
Widziałem…

Widziałem więc CIEBIE…

Telbar

FATAMORGANA ZIMĄ O SŁOŃCA WSCHODZIE…

FATAMORGANA ZIMĄ O SŁOŃCA WSCHODZIE…

Piękną zimą o słońca wschodzie
Szedłem ze swoim czworonogiem,
W puszystym śniegu brodzącym-
Powszedniości poranka skrajem…
Idąc powoli w zamyśleniu-
Oczyma mojej wyobraźni
Cicho  uciekłem w nieznane…
I już po niezbyt długiej chwili
Całkiem inne obrazy miałem ,
Gdy do wizji oczu
Ślad Duszy dodałem…

Widziałem drzewa szadzią ustrojone,
Jakby na jakiś bal były zaproszone…
Widziałem rozsypane tęcz tysiące ,
W  śniegu głębokim puchu skrzące…
Widziałem na połaciach śniegu
Słońca promieniami złocenia,
Przemieszane z turkusami…
Z fioletami w cieniach…
Widziałem długą szyję
Łabędzia białego,
Szukającego skrawka wody
Lodem nie skutego…
Widziałem piękne obłoki
Płynące po niebie,
Ciągnące po ziemi
Błękitne sanie cieni…
Widziałem piękno natury
Niewysłowione…
Widziałem…

Widziałem więc CIEBIE…

Telbar