SERCE MATKI (Pamięci mojej Mamy…)


Mój obraz :
„Powrót do domu zimą w księżycową noc”-
Pastel 70X50 cm

SERCE MATKI… Sonet XXV

Pamięci mojej MAMY…

Wracałem do domu po długiej podróży,
W której czas zawsze tak bardzo się dłuży…
A zima była sroga,mrozem skuła wszystko-
Prowadziła mnie droga…Księżyc świecił nisko…

W oddali za wielką śniegową połacią
Małe światełka pod lasem majaczą…
Niczym robaczki świętojańskie…Bledziutko-
Kończą znojny dzień,by powitać jutro…

Tam mnie moje serce zawsze prowadziło,
Bo tam mi najdroższe drugie serce biło…
Serce Matki,które wszystkim dla mnie było…

Upłynęły od tego czasu długie lata…
Jedno już od dawna bije gdzieś w zaświatach…
Tylko ten sam księżyc…I jego poświata…

Telbar

TATRZAŃSKIMI SZLAKAMI… Sonet XXI

TATRZAŃSKIMI SZLAKAMI…
Sonet XXI

Gdy zapachem jagód,wrzosów witasz brzask…
Gdy ptaków niemiłosierny słyszysz wrzask…
Gdy zapach świerków rządzi Twoimi zmysłami,
Gdy słyszysz szum pszczół -idziesz dolinami…

Gdy słyszysz szumy traw wiatrem niesione…
Gdy porosty świecą jakby pozłocone…
Gdy wilgoć obłoków omywa Twą twarz…
Jesteś wysoko-regle pod stopami masz…

Gdy widzisz orła i błysk w jego oku…
Gdy obłoki płyną na tle potoku…
Gdy widzisz nad sobą tylko chabry nieba-

Jesteś na szczycie-wyżej już nie trzeba…
Nie można już bliżej nieba…Chyba,że…
Jestem z Tobą…Nieważne wtedy gdzie…

Czesław

ab189054aeduchgororygram1-505x630

MIŁOŚĆ TO…

DSC_0054ph[1].JPG

 

MIŁOŚĆ TO…

Miłość to najwyższy stan Duszy uniesienia,
Który część rozumu w uczucie przemienia…
Zależy,jak głęboko wniknie w Twoje serce:
Żyjesz w szczęściu czasem,a czasem w rozterce…

Jeśli rytm Twego serca całkiem opanuje-
Wtedy wiersze łatwo  się o miłości  pisze…
Ale czasem,niestety,bardzo trudno żyje…

Szczególnie za zakrętem…

Braku wzajemności…

 

Gabriel

 

137010960bjaipejz.jpeg

KOCHAĆ TO ŚNIĆ NA JAWIE…

 
KOCHAĆ TO ŚNIĆ NA JAWIE…
Kochać to śnić na jawie…
Niby stąpając po ziemi-
Dotykać nieba prawie…
Perły porannej rosy
W naszyjniki zbierać…
Barwne słońce gasić,
By zapalić księżyc …
Spod zamkniętych powiek,
Niczego nie widząc,
Wszystko wkoło widzieć…
Nawet gdy drugie serce
Błądzi gdzieś w rozterce…
Bo prawdziwa miłość
Nas o zdanie nie pyta…
Czy zimą,czy w lecie-
Jawę ze snem plecie…
Telbar

WIOSENNA MIŁOŚĆ…

WIOSENNA  MIŁOŚĆ
Sonet XVIII

Znów zakwitły bociany w swych gniazdach,
Już drzewom się znudziły bezlistne dni…
Łąki całe w kwiecistych kobiercach
Miękko dotykają drzew omszałych pni…

Płacząca wierzba już wcale nie płacze,
Bo jej odbicie  w wodzie pięknie lśni…
Wiatr jej włosy zaplata w warkocze
Cudownej wiosny,gdy serce tak pięknie śni…

Rozkwieciły kobiety kolorami
Uliczne ,do niedawna, szarawe mgły,
Które otulały rozespane dni…

Maj zagościł w niejednej pościeli-
Rozkosz kochanków uniosła do nieba,
Gdy połączyła ich miłość wiosenna…

Telbar

OPOWIADANIE O PISANIU…

OPOWIADANIE O PISANIU…

„Poetą się nie jest,poetą się bywa…”
Najczęściej mi się to przytrafia w górach…
W górach mi najbliżej do mojej Duszy-
Tam serce pisze to,o czym Dusza śpiewa…

Lubię czasem pójść w góry sam…
Mam wtedy czas na rozmyślania…
Na wędrowanie ponad czasem…
Na pomijanie czasoprzestrzeni…
Mam wtedy czas na pisanie sercem-
Swoich wspomnień…
Swoich marzeń…
Swoich bajek…
Swoich  mitów…
Swoich legend…
Wiele wierszy napisałem całkowicie „w głowie”
Będąc tam ,wysoko -w moich ukochanych górach…

Kiedyś,będąc sam w takich trudnych górach ,
Zaplątany w odludne zakamarki,
Trochę zagubiony między niebem a ziemią
Ja-mały pył nieistotny dla gór majestatu,
Przyklejony do przepastnych stoków
W tym magicznym  świecie górskich niezwykłości,
Łapiący ostatnie promienie zachodzącego słońca,
Trochę przestraszony zapadającym mrokiem
I pogarszającą się pogodą…
Zakochany „po uszy” jednocześnie
We wspaniałej kobiecie i górach ,
Marzący o szczęśliwym powrocie
Do Niej i do domu-
Sercem pisałem tak…:

Czasem  sam chodzę w góry …
Ale tak naprawdę –
Tam nigdy nie jestem sam…

Tam jestem z górami…
Marzeniami…
Wspomnieniami…

Tam jest niewypowiedziane piękno…

Chociaż-
Czasem…
Nagle…
Niespodzianie…

Straszny wicher zadmie:
Marzenia rozrzuci,
Krtań mocno zaciśnie,
Łzę z oka utoczy,
Na twarzy rozmaże,
Do ziemi przydusi…

Lecz  góry i wspomnienia  zostają…

Na zawsze…

Ten, rodzący się w głowie mej wiersz ,
Był liną asekuracyjną,splecioną z marzeń -
Niczym nić Ariadny…
No i jestem…

Ten wiersz to naprawdę ja i moja Dusza,
Która momentami siedziała na ramieniu…
Zapisałem go dopiero w domu-
Na kartach zapamiętania …
A obraz tej właśnie wyprawy
Mam w sercu wyryty chyba najgłębiej…

Góry nie mają litości dla niepokornych,bezmyślnych,głupich…
Im wybitniejszy taternik,alpinista,himalaista-
Tym bardziej pokorny dla gór majestatu…

Telbar

SERCE MATKI…


Mój obraz :
„Powrót do domu zimą w księżycową noc”-
Pastel 70X50 cm

SERCE  MATKI…  Sonet XXV

Pamięci mojej MAMY…

Wracałem do domu po długiej podróży,
W której czas zawsze tak bardzo się dłuży…
A zima była sroga,mrozem skuła wszystko-
Prowadziła mnie droga…Księżyc świecił nisko…

W oddali za wielką śniegową połacią
Małe światełka pod lasem majaczą…
Niczym robaczki świętojańskie…Bledziutko-
Kończą znojny dzień,by powitać jutro…

Tam mnie moje serce zawsze prowadziło,
Bo tam mi najdroższe drugie serce biło…
Serce Matki,które wszystkim dla mnie było…

Upłynęły od tego czasu długie lata…
Jedno już od dawna bije gdzieś w zaświatach…
Tylko ten sam księżyc…I jego poświata…

Telbar

ŻYCIA SENS…

Mój obraz :”Slovensky Raj „-olej,62X82 cm

ŻYCIA SENS…

Gdzieś wysoko w Tatrach…

Rozpierając stopami i rękoma
Dwie granitowe prawie gładkie ściany,
Zabezpieczony tylko liną z marzeń-
Modlitwy ślę,by nie rozsunęły się…

Stojąc na dwu małych wypukłościach skały,
Dłonią trzymam trzecią…Czwartą chwycę wraz…
Modlę się ,by na swych miejscach zostały…
To na męską , prawdziwą modlitwę czas…

To nie pora na klepanie zdrowasiek…
To nie spowiedź -wszak ON przecież wszystko wie…
To rozmowa z samym sobą o istnieniu,
Któremu chcę -każdym czynem,ruchem-nadać sens…

Wczepiony w skałę nad otchłanią
Czuję mocno-jakby biło serce skały…
Marzę ,aby już znaleźć się na szczycie…
Bo tak bardzo Cię kocham…Moje życie…

Telbar

WIOSENNA MIŁOŚĆ…

WIOSENNA  MIŁOŚĆ
Sonet XVIII

Znów zakwitły bociany w swych gniazdach,
Już drzewom się znudziły bezlistne dni…
Łąki całe w kwiecistych kobiercach
Miękko dotykają drzew omszałych pni…

Płacząca wierzba już wcale nie płacze,
Bo jej odbicie  w wodzie pięknie lśni…
Wiatr jej włosy zaplata w warkocze
Cudownej wiosny,gdy serce tak pięknie śni…

Rozkwieciły kobiety kolorami
Uliczne ,do niedawna, szarawe mgły,
Które otulały rozespane dni…

Maj zagościł w niejednej pościeli-
Rozkosz kochanków uniosła do nieba,
Gdy połączyła ich miłość wiosenna…

Telbar

KOCHAĆ TO ŚNIĆ NA JAWIE…

KOCHAĆ TO ŚNIĆ NA JAWIE…

Kochać to śnić na jawie…
Niby stąpając po ziemi-
Dotykać nieba prawie…
Perły porannej rosy
W naszyjniki zbierać…
Barwne słońce gasić,
By zapalić księżyc …
Spod zamkniętych powiek,
Niczego nie widząc,
Wszystko wkoło widzieć…
Nawet gdy drugie serce
Błądzi gdzieś w rozterce…

Bo prawdziwa miłość
Nas o zdanie nie pyta…
Czy zimą,czy w lecie-
Jawę ze snem plecie…

Telbar

METAMORFOZA SNU…

Obraz Leona Wyczółkowskiego „Rybacy brodzący”

METAMORFOZA SNU…

Wędrowałem  po krainie  snów,

Szukałem kobiecych pragnień…

Gorących rytmów…

Miłosnych  marzeń…

Za zakrętem szarej codzienności-

Spotkałem piękną samotną

W sukience z kwiatów magnolii…

Smutną ,zagubioną,

W czarnej rozpaczy-

Bo jej ukochany

Nie mogę z Tobą być-

Powiedział…

A jeszcze wczoraj

Swoim skarbem ją nazywał…

I zostawił ją samą…

Skutą uczuć chłodem…

Ciemne  chmury  niebo  pokryły …

Piękne ,smutne oczy

Gorzkie łzy wypełniły…

Czas w miejscu  stanął…

Świat się zatrzymał…

I została na zawsze

Niczyja…

Taki był smutny sen,

Jakich wiele…

A i w życiu takich

Historii nie mało…

I tak by zostało,

gdybym nie ja,

malarz kolorowych snów-

Nie przemalował …

Nie dodał barw…

Sprawiłem więc,

Że ten smutny sen

Nagle skończył się…

I ciało ożyło …

I uderzyło serce,

Co w nim było …

Najpierw powoli -

Raz jeden,raz drugi …

I tak nierówno

Biło przez czas długi,

Szukając swego rytmu-

Wznosząc się,spadając …

W rannej rosie brodząc,

A to deszczem płacząc …

Wtem czas ruszył z miejsca-

I ruszył na nowo …

I stało się wszędzie

Barwnie,kolorowo :
Zieleń traw różnych,

Posrebrzonych rosą,
Inna,gdzie przydeptana

Była stopą bosą…

Błękit nieba odbity

W gładkim lustrze wody…

Białe czapki rybaków,

Ciągnących niewody…
I całe łąki usłane

Kwieciem kolorowym ,

Z górującym nad wszystkim

Makiem purpurowym…

I Ty w sukience czerwonej…
I tak niech zostanie na zawsze…

NA  ZAWSZE…

Telbar

PS:Od słów: „…Nie mogę z Tobą być…”do wersu: „…Niczyja…” jest zapożyczone od „Roxette”-było pretekstem do napisania reszty…:)

CÓŻ TO JEST MIŁOŚĆ…?

CÓŻ TO JEST MIŁOŚĆ…?

Miłość to najwyższy stan Duszy uniesienia,
Który część rozumu w uczucie przemienia…
Zależy,jak głęboko wniknie w Twoje serce:
Żyjesz w szczęściu czasem,a czasem w rozterce…

Jeśli rytm Twego serca całkiem opanuje-
Wtedy wiersze łatwo  się o miłości  pisze…
Ale czasem,niestety,bardzo trudno żyje…

Szczególnie za zakrętem…

Braku wzajemności…

Telbar